wtorek, 15 kwietnia 2014

Ostatni blask Cienia


Obudziły mnie głośne kroki. Ktoś się zbliżał, a odgłos stawiania stóp na kamiennych stopniach rozchodził się echem w ciemności. Po schodach schodził strażnik okuty metalową zbroją wiodąc za sobą postać, której nie mogłem dostrzec w nikłym świetle pochodni. Nieprzyzwyczajony do światła, przymknąłem lekko powieki. Wartownik zaprowadził obcego do sąsiedniej celi i przykuł kajdanami do zardzewiałej kraty, po czym rzekł oschle:
- Takie coś powinno się od razu prowadzić na stryczek, nie do więzienia.
Zawiesił pochodnię na kamiennym murze i odszedł. Zostaliśmy sami- ja i przybysz- oddzieleni kratami. Minęła wieczność zanim umilkło echo kroków strażnika. Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy, a ja z uwagą przyglądałem się nowemu. On nie patrzył na mnie, tylko siedział w bezruchu. Wyglądał na człowieka w średnim wieku, miał kilkudniowy zarost i długie, zakrywające twarz włosy. Nie widziałem jego oczu. Siedział w taki sposób, że nie mogłem też ocenić jego postury. Przez chwilę zastanawiałem się, jak długo jeszcze będziemy wsłuchiwać się w głuchą ciszę.
- Więc skąd jesteś?- spytałem, a mój głos potoczył się przez korytarz. Nie odpowiedział, więc spróbowałem jeszcze raz. -Ja nazywam się Rick Haydon, a Ty?

Obcy chyba nie miał ochoty na rozmowę, bo tylko wzruszył niedbale ramionami i oparł się o kamienny mur celi. Zrezygnowałem z dalszych prób rozmowy z nim. Siedziałem wpatrzony w sufit zastanawiając się kim on jest, dlaczego się tu znalazł i o czym może teraz myśleć. Moją zadumę przerwało ponowne stęknięcie drzwi. Obróciłem się w stronę schodów, by dojrzeć, kto tym razem do nas zmierza. Był to ten sam wartownik. Wkroczył do więzienia, spojrzał na mnie, potem na siedzącego niedbale nowego więźnia i zaśmiał się szyderczo. Wsunął do mojej celi półmisek ryżu. Skinąłem głową w geście podziękowania. Następnie strażnik rzucił talerz z posiłkiem mojemu sąsiadowi tak, że jedzenie rozsypało się po posadzce. Nowy nawet nie drgnął, na co żołnierz obróciwszy się na pięcie udał się do wyjścia. Popatrzyłem na obcego i podsunąłem mu mój półmisek. Ten spojrzał na mnie ze zdziwieniem, wziął ryż, zjadł połowę i zwrócił mi. Powiedział tylko:
- Dziękuję.
Ja szybko opróżniłem naczynie i wysunąłem za kratę, by strażnik mógł je potem zabrać. Przysunąłem się bliżej do jego celi i spojrzałem w jego inteligentne, szare oczy.
- Nie znam swego imienia- powiedział chrapliwym głosem nieznajomy. – Niektórzy zwą mnie Cieniem lub Niewidocznym, lecz widzącym. Inni wołają mnie zdrajcą.
- A co takiego zdradziłeś?- spytałem zaniepokojony.
- Całe królestwo- odpowiedział spokojnie.

Obudził mnie czyjś głos. Podniosłem się powoli i popatrzyłem na mojego towarzysza, który mówił przez sen.
-Zabiłem go, ale musiałem dotrzymać słowa. On zabił prawdziwego. Widziałem to.
Nie zrozumiałem sensu tego co mówił, ale położyłem się z powrotem. Jednak nie mogłem zasnąć. Mojego towarzysza obudził stróż, który przyniósł nam zupę dyniową. Kiedy wyszedł opowiedziałem mu, o tym co mówił we śnie.
- To prawda. Zamordowałem króla.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc nie odpowiadałem i siedzieliśmy w ciszy, póki strażnik nie przyszedł zebrać pustych talerzy. Wtedy Cień poprosił o kałamarz i pióro. Przyniesiono mu je, a ten zabrał się za pisanie. Nie widziałem co pisze, a gdy spytałem, nie odpowiadał. Wartownik odwiedził nas po raz drugi z talerzami, co oznaczało, że jest wieczór, bo przynoszą nam jedzenie dwa razy dziennie. Kredą skreśliłem kolejny dzień na ścianie i zacząłem jeść swój posiłek. Cień nie podniósł się znad swoich papierów, a stróż stanął nad nim i powiedział:
- Śpiesz się z tym co tam piszesz. Jutro z samego rana zawiśniesz.
Potem spojrzał na mnie i dodał:
- A Ty będziesz miał przyjemność to oglądać Haydon. Odsiedziałeś już swoją karę.

Długowłosy nie przerwał pracy przez całą noc, a gdy rankiem przyszli po niego żołnierze zamiast pożegnać się rzekł:
- „Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu.” Pamiętaj o tym.
Najpierw zabrano jego, potem wartownicy wrócili po mnie. Wyprowadzili mnie na zewnątrz. Słońce powoli wynurzało się zza horyzontu i oświetlało plac zamkowy, na którym miała odbyć się egzekucja. Przeprowadzono mnie przez niego w stronę bramy zamku i pozostawiono przy niej z listem w ręku. Zdziwiłem się bardzo. Ruszyłem w stronę wyjścia, lecz ciekawość się wzmogła. Przystanąłem, otworzyłem kopertę i wyjąłem zeń pergamin pospiesznie zapisany piórem.


„Życie jest jak książka, a każdy nowy dzień to niezapisana strona taka, jak ta, którą mam teraz przed sobą. W każdej najbardziej liczą się ostatnie strony. To wtedy rozwiązywane są wszystkie zagadki i być może przekazywane pewne wartości. Ja wiem, że moja książka dobiegła już końca, a to co czytasz jest jej ostatnią stroną. Przeczytaj uważnie, bo to rodzaj powieści, w której wszystko zmienia się w momencie kulminacyjnym. Zapewne tak jak wszyscy masz mnie za mordercę, zdrajcę, ale opowiem Ci wszystko od początku do końca. Byłem kiedyś szpiegiem i zarazem przyjacielem króla. Złożyłem mu obietnicę. Przysiągłem bronić go, nie doprowadzić do jego śmierci, a jeżeli tak się nie stanie, zamordować jego zabójcę. Nasz władca miał brata bliźniaka. Nie wiedział o tym nikt, prócz mnie i ich dwóch. Król ukrywał to, bo nie chciał, by ktoś się dowiedział, że w jego rodzinie jest wielokrotny zabójca, morderca, złodziej, przestępca. Pewnego dnia odwiedziłem monarchę, by złożyć raport z misji i ujrzałem jego brata, który wkradłszy się do komnaty, zamordował własnego brata. Niedługo po tym osiadł na tronie podszywając się pod mojego przyjaciela, a ja przypomniałem sobie o mej obietnicy i wykonałem ją. Tak znalazłem się w tej pozycji w jakiej jestem. To cała moja opowieść, a jej morałem jest to, by nie oceniać ludzi, gdy nie wie się nic o nich i ich zamiarach. Nie można wierzyć opowieściom o danym człowieku, czy własnym, ślepym domysłom. Czasem komuś kto oszukuje uda się to ukryć, a czasem ktoś, kto miał dobre intencje, dotrzymywał danego słowa zawiśnie, jak ja dzisiaj.” W tym momencie słońce zaświeciło na niebie w całej swej okazałości, a Cień spojrzał na mnie i po raz ostatni się uśmiechnął. Ze łzami przeczytałem ostatnie i najpiękniejsze zdanie listu: „Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu.””

Inspirowane słowami Marka Twaina:
 „
Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz