Wracałam do domu. Ulice spowijała
ciemność, a chłodne powietrze otaczało moje rozpalone policzki. Znałam drogę na
pamięć. Nogi niosły mnie lekko przez betonowe chodniki, wąskie ścieżki i ponure
zaułki. Mówi się, że miasta nigdy nie śpią, ale moje właśnie zapadło w krótką
drzemkę. Zwykle przeludnione ulice, stały puste. Żadnych ludzi, żadnych
samochodów. I ja. Mała dziewczynka a może odpowiedzialna kobieta? Jedna wśród
nicości. Zatrzymałam się przed przejściem dla pieszych. Szybki rzut oka w prawo
i w lewo. Moje spojrzenie zatrzymało się na zielonej ławce. Podeszłam bliżej.
Farba schodziła, konstrukcja zawalała się, powoli zapadając w sen, tak jak miasto.
Usiadłam. I nagle wszystko wróciło.
Patrząc na ulicę z innej
perspektywy, ujrzałam samotną matkę, pchającą wózek z dzieckiem. Po chwili
wróciła z kilkuletnią blondynką. Mała trzymała ją za rękę, jakby prosząc, by
nigdy jej nie puszczać. Potem ta sama dziewczynka. Przychodziła tu, gdy nie
wiedziała co robić. Jej wielkie zielone oczy szkliły się, gdy przeglądała jakieś
zdjęcia. Wtem trochę starsza, zmęczona, gdy po ciężkim treningu potrzebowała
wyciszenia. Albo zdenerwowana, gdy uciekała ze szkoły, by dotrzeć do swego
azylu. Wreszcie ujrzałam silną, dojrzałą kobietę, która wracała tu raz na jakiś
czas. Szukała zapomnienia, miejsca, gdzie nikt nie będzie jej szukał i w którym
nikt jej nie znajdzie.
Wszystko wróciło. W mojej pamięci
przesuwały się obrazy. Powody przez które tu przychodziłam. Czy można być
szczęśliwym cały czas? Choć od dawna nie miałam po co odwiedzać zielonej ławki,
zdałam sobie sprawę, że te historie dalej żyją we mnie. Że na wspomnienia nie
ma lekarstwa. Że pamięć rozrywa na włókna kruche ściany szczęścia. Ale to, że
czasem odpłyniemy w przeszłość, nie zamyka nam drogi do przyszłości.
Wspomnienia pomagają zrozumieć kim jesteśmy. Więc jedyne co możemy zrobić, to
stworzyć coś, do czego chętnie będziemy wracać. Miej wspomnienia i
twórz wspomnienia. Wspomnienia warte zapamiętania.