Światło… Ciemność… Światło… I
znowu ciemność… Niczego poza nimi nie mogłam dostrzec. Światło porażało mnie
swą jasnością tak, że nie było widać nic innego. Ciemność ukrywała wszystko w
swym cieniu. Jakby ktoś bawił się przyciskami lamp albo świecił prosto w moje
oczy latarkami, co chwilę gasząc je i zapalając. Wreszcie nastał zupełny mrok,
a ja zapadłam w sen.
Pierwsze co ujrzałam po
przebudzeniu to jakieś inne pomieszczenie- duży pokój dzienny z szerokimi
oknami. Chwila… Inne od czego? Gdzie byłam wcześniej? Nie mogłam sobie niczego
przypomnieć. Po chwili podniosłam głowę i zaczęłam bacznie rozglądać się po
miejscu, w którym się znalazłam. Wokół siebie miałam kilkunastu ludzi w różnym
wieku i różnej płci, jakby były to zupełnie przypadkowe osoby. A jednak
wydawało mi się, że kiedyś już widziałam ich twarze… Wszyscy leżeliśmy na
drewnianej podłodze. Inni powoli podnosili się, rozglądając się wokoło.
Wydawali się tak samo zdezorientowani jak ja. Nagle do pomieszczenia weszło
czterech lub pięciu uzbrojonych i opancerzonych ludzi, których twarze zakrywały
kominiarki. Za nimi powolnym krokiem podążał zamaskowany, ubrany na fioletowo
jegomość. Przyglądając się jego masce, zauważyłam, że jest to kopia tych
stosowanych w starożytności, dzisiejszy symbol komedii.
- Pewnie nie wiecie, czemu się
tutaj znaleźliście. Zapewne nie macie nawet pojęcia kim jesteście- zaśmiał się
szyderczo.- Otóż każde z was sprzeciwiło się niewłaściwemu człowiekowi.
Wszyscy obecni w pokoju, prócz przemawiającego i jego ochroniarzy, spojrzeli po sobie ze zdziwieniem i lekką dezorientacją.
Fioletowy Pan zwrócił się do uzbrojonych mężczyzn:
- Dopilnujcie, by nikt się stąd nie wydostał. Wrócę za tydzień i wszyscy mają być żywi. Póki co muszę spróbować naprawić to, co oni- tu wskazał na wszystkich siedzących i leżących na podłodze- zniszczyli.
Zrobiwszy kilka kroków w stronę niedbale pomalowanych drzwi, znienacka odwrócił się na pięcie i dodał, pokazując mnie palcem:
- Właśnie! I uważajcie na tę małą spryciulę. Wygląda niewinnie, ale jest bardzo bystra.
Wszyscy obecni w pokoju, prócz przemawiającego i jego ochroniarzy, spojrzeli po sobie ze zdziwieniem i lekką dezorientacją.
Fioletowy Pan zwrócił się do uzbrojonych mężczyzn:
- Dopilnujcie, by nikt się stąd nie wydostał. Wrócę za tydzień i wszyscy mają być żywi. Póki co muszę spróbować naprawić to, co oni- tu wskazał na wszystkich siedzących i leżących na podłodze- zniszczyli.
Zrobiwszy kilka kroków w stronę niedbale pomalowanych drzwi, znienacka odwrócił się na pięcie i dodał, pokazując mnie palcem:
- Właśnie! I uważajcie na tę małą spryciulę. Wygląda niewinnie, ale jest bardzo bystra.
Mężczyzna opuścił pomieszczenie i
niedługo po tym usłyszeliśmy warkot silnika samochodu. Zostaliśmy sami- ja,
pozostali więźniowie i nasi ochroniarze. Zrozumiałam, że skoro trzymają nas w
domu, a nie słychać żadnych odgłosów prócz cichnącego szumu auta, musimy
znajdować się gdzieś na wsi. Tylko dlaczego nie wtrącili nas do więzienia? Może
po prostu nas porwano? Usiłowałam przypomnieć sobie cokolwiek, co zdarzyło się
przed przybyciem tutaj, lecz nie mogłam. Nie wiedziałam nawet kim jestem, a
brak tej świadomości był nie do zniesienia.
Nie chcąc zadręczać się myślami,
rozejrzałam się ponownie, by jeszcze raz przyjrzeć się moim towarzyszom. Prócz
mnie w pokoju znajdowało się jeszcze dwanaście osób. Mój wzrok zatrzymał się na
tajemniczej dziewczynce, której oczy wydawały się nieobecne. Mogła mieć
dwanaście, trzynaście lat, ale pomimo wieku, jako jedyna nie panikowała, nie
okazywała strachu ani złości. Zamiast tego na jej twarzy gościł zagadkowy
uśmiech. Podeszłam do niej na tyle blisko, by móc dokładniej się jej przyjrzeć.
- Dzień dobry- powiedziała obracając się w moją stronę.
- Dzień dobry- odparłam zaskoczona.
- Masz piękny głos. I cudnie pachnące perfumy.
- Nie wiem, co na to odpowiedzieć- zawahałam się. –Jesteś niewidoma?
- Tak- odpowiedziała otwarcie. –Ale wiem, gdzie jesteś po twoim głosie i zapachu.
Spróbowałam wyczuć coś w powietrzu, ale mieszanina tylu różnych pachnideł narobiła mi tylko kataru.
- Ja nic nie czuję- powiedziałam z niechęcią w głosie.
- Czasem spotykamy ludzi, którzy nic nie czują albo takich, co jeszcze o tym nie wiedzą - odrzekła dziewczynka kończąc rozmowę.
Wiedziałam, że nie może być zwyczajnym dzieckiem. Mogę nawet powiedzieć, że potrafiła dostrzegać świat lepiej niż większość ludzi o nienagannym wzroku.
- Dzień dobry- powiedziała obracając się w moją stronę.
- Dzień dobry- odparłam zaskoczona.
- Masz piękny głos. I cudnie pachnące perfumy.
- Nie wiem, co na to odpowiedzieć- zawahałam się. –Jesteś niewidoma?
- Tak- odpowiedziała otwarcie. –Ale wiem, gdzie jesteś po twoim głosie i zapachu.
Spróbowałam wyczuć coś w powietrzu, ale mieszanina tylu różnych pachnideł narobiła mi tylko kataru.
- Ja nic nie czuję- powiedziałam z niechęcią w głosie.
- Czasem spotykamy ludzi, którzy nic nie czują albo takich, co jeszcze o tym nie wiedzą - odrzekła dziewczynka kończąc rozmowę.
Wiedziałam, że nie może być zwyczajnym dzieckiem. Mogę nawet powiedzieć, że potrafiła dostrzegać świat lepiej niż większość ludzi o nienagannym wzroku.
Wśród więźniów było także
małżeństwo, spodziewające się dziecka. Gdy tylko ich ujrzałam, wiedziałam, że
to jedyna szansa dla nas wszystkich. Przez dwa dni planowałam ucieczkę. Nie
mogłam znieść myśli, że nie mam pojęcia kim jestem. Raz zobaczyłam jak
ochroniarze schodzą gdzieś na dół po schodach. Myślałam, że może idą do
piwnicy, ale potem podsłuchałam rozmowę dwóch z nich:
- Trzeba gdzieś zanieść te stare strzelby myśliwskie, a ten nieszczęsny dom nie ma strychu.
- Wstawmy je do tunelu.
- Jakiego tunelu?
- Tego prowadzącego na drugą stronę posiadłości.
- Pokażesz mi drogę, towarzyszu?
Następnie obaj podnieśli klapę w podłodze i słychać było jedynie odgłos ich kroków.
- Trzeba gdzieś zanieść te stare strzelby myśliwskie, a ten nieszczęsny dom nie ma strychu.
- Wstawmy je do tunelu.
- Jakiego tunelu?
- Tego prowadzącego na drugą stronę posiadłości.
- Pokażesz mi drogę, towarzyszu?
Następnie obaj podnieśli klapę w podłodze i słychać było jedynie odgłos ich kroków.
Przekazałam mój plan ciężarnej i
jej mężowi- kiedy ona uda, że rodzi się dziecko, reszta wymknie się do tunelu.
Po znalezieniu broni, wrócimy po kobietę, a potem wszyscy uciekniemy. Małżonek
od razu oświadczył, że zostanie przy żonie, gdy inni będą poszukiwać strzelb,
bo ktoś musi pilnować, by była bezpieczna. Zgodziłam się i postarałam się, by
wieść dotarła do wszystkich więźniów. O umówionej porze, wszyscy byli gotowi.
Ciężarna zagrała swą rolę bardzo
realistycznie. Strażnicy uwierzyli, że naprawdę rodzi i zaczęli panikować. W
końcu mieli utrzymać nas przy życiu. Wszystko poszło zgodnie z planem. Broń
stała tuż przy wejściu do tunelu, więc szybko wróciliśmy po małżeństwo. Jeden
mężczyzna dostał w ramię, ale udało nam się przedrzeć z powrotem do podziemnego
przejścia. Przeleciałam wzrokiem po towarzyszach, by upewnić się, że nikogo nie
brakuje. Brakowało. Jak mogłam nie zauważyć, że nie ma z nami niewidomej
dziewczynki… Kazałam uciekać reszcie, a sama pobiegłam w drugą stronę, wracając
się do domu. Gdy tylko otworzyłam klapę ujrzałam małą, zagubioną blondyneczkę,
która nie wiedziała co się dzieje wokół niej. Złapałam ją za rękę i
poprowadziłam po schodkach w dół. Za sobą słyszałam krzyki ochroniarzy, którzy
deptali nam po piętach. Po chwili wzięłam małą na plecy i biegłam dalej ku
zbliżającemu się wyjściu. Wypchnęłam ją przez klapę ku górze, a potem sama
szybko wspięłam się po drobnych stopniach drabiny. Jednak strażnicy mogli
przybiec za minutę lub dwie. Rozejrzałam się w pośpiechu.
- Czekaj tu- rzuciłam do małej, a ona pokiwała głową.
Zobaczyłam niedaleko wielki głaz, który z trudem przetoczyłam, zasłaniając nim wejście do podziemi.
- Czekaj tu- rzuciłam do małej, a ona pokiwała głową.
Zobaczyłam niedaleko wielki głaz, który z trudem przetoczyłam, zasłaniając nim wejście do podziemi.
Wreszcie odetchnęłam z ulgą.
Ochroniarze nie mogli nas już dogonić. Zobaczyłam moich towarzyszy biegnących
po łące, każdy z uśmiechem na ustach. Mała złapała mnie za rękę.
- Dobrze się spisałaś- powiedziała łagodnym głosem.- I spełniło się to, czego chciałaś.
Przytuliłam ją mocno i zrozumiałam co miała na myśli. Ciągle zadawałam sobie pytanie: Kim jestem? To bardzo ważne, by wiedzieć kim się jest. Teraz wreszcie to wiem. Jestem przyjaciółką. Jestem uciekinierką. Jestem wolnością. A Ty? Wiesz kim jesteś?
- Dobrze się spisałaś- powiedziała łagodnym głosem.- I spełniło się to, czego chciałaś.
Przytuliłam ją mocno i zrozumiałam co miała na myśli. Ciągle zadawałam sobie pytanie: Kim jestem? To bardzo ważne, by wiedzieć kim się jest. Teraz wreszcie to wiem. Jestem przyjaciółką. Jestem uciekinierką. Jestem wolnością. A Ty? Wiesz kim jesteś?