Kiedyś w Bretanii żyła pewna dziewczyna.
Na imię miała Keira. Nie była wysoka i miała jasną karnację. Swoją bladą twarz
skrywała pod burzą kruczoczarnych włosów. Jedynie błyszczące, błękitne oczy
wyłaniały się zza czarnej grzywy, by z ciekawością obserwować otaczający ją
świat. Była samotniczką. Choć miała
wielu znajomych i przyjaciół, z nikim nie mogła podzielić się tym, co naprawdę myślała.
Nikomu nie potrafiła zaufać. Żyła razem ze schorowaną matką w małym, drewnianym
domku na skraju lasu. W okolicy nikt nie mieszkał. Nie przeszkadzało jej to,
wręcz była szczęśliwa, że nie musi znosić towarzystwa głośnych sąsiadów. Nie
lubiła ludzi. Często samotnie spacerowała po lesie. Mówiła, że daje jej to wewnętrzny
spokój.
Ale nastał dzień, kiedy ta samotność
miała dobiec końca. Niedaleko domu Keiry mieli się wprowadzić inni ludzie.
Dziewczyna obserwowała jak robotnicy powoli kładą fundamenty, stawiają ściany,
montują drzwi i okna, a potem dekorują wnętrze. Rezultat ją oszołomił. Dom był
ogromny i wspaniały. Wszystko stylizowane na stare, dokładniej na steampunk, więc
przeważały metale – głównie szlachetne, stal i mosiądz. W połączeniu z drewnem
wyglądały niesamowicie. Na tarasie stał mały stolik, a na nim złoty wazon ze
świeżymi kwiatami. W wielu miejscach wisiały precyzyjnie wykonane zegary. Dom
nie był w żaden sposób ogrodzony, co bardzo dziwiło Keirę, która mijała go
codziennie w drodze do pracy. W oknie na piętrze każdego dnia widziała
chłopaka, który przyglądał jej się z taką samą ciekawością, jak ona jemu.
Któregoś razu, gdy jak co dzień
przechodziła koło tajemniczego domu, usłyszała cichą muzykę. Podeszła bliżej,
ale w tym momencie dźwięk ustał. Popatrzyła w okno, w którym spodziewała się jak
zwykle zobaczyć mężczyznę, ale nikogo tam nie było. Usłyszała trzaśnięcie, a
gdy się odwróciła, stał już za nią przedziwny chłopak. Miał na sobie błękitno-czarny
płaszcz i wysokie, skórzane buty. Był dość wysoki i szczupły. Miał piękne oczy o
wyrazistym niebieskim kolorze i jasnobrązowe włosy. Uśmiechał się tajemniczo.
- Witam, witam –zagadnął wesoło.
- Eh, dzień dobry – Keira z pogardą zmierzyła sąsiada wzrokiem.
- Nie w humorze? Hmm?
- Nie – odparowała. – A tak w ogóle to co panu do tego?
- Och, proszę tylko nie „pan”. Mam na imię Camil, a to jest moja posiadłość – wskazał na zagadkowy dom. – Miałabyś ochotę zobaczyć wnętrze… yyy… - zawachał się. – tajemnicza dziewczyno?
- Jestem Keira.
- Keira? Oryginalne imię.
- Dziękuję.
- To może miałabyś ochotę…
- Nie. Śpieszę się do pracy – nie dała mu dokończyć.
- Rozumiem. Po prostu jestem nowy w okolicy, a mieszkam sam, więc miło by było kogoś poznać. W razie czego mieć do kogo się zwrócić. – wbił w nią swój wzrok w oczekiwaniu na odpowiedź.
- No dobrze, niech będzie o dziewiątej, tutaj – odparła, bo zdała sobie sprawę, że może zbyt niemiło potraktowała nieznajomego, który zwyczajnie nie chce zostać zupełnie sam.
- Witam, witam –zagadnął wesoło.
- Eh, dzień dobry – Keira z pogardą zmierzyła sąsiada wzrokiem.
- Nie w humorze? Hmm?
- Nie – odparowała. – A tak w ogóle to co panu do tego?
- Och, proszę tylko nie „pan”. Mam na imię Camil, a to jest moja posiadłość – wskazał na zagadkowy dom. – Miałabyś ochotę zobaczyć wnętrze… yyy… - zawachał się. – tajemnicza dziewczyno?
- Jestem Keira.
- Keira? Oryginalne imię.
- Dziękuję.
- To może miałabyś ochotę…
- Nie. Śpieszę się do pracy – nie dała mu dokończyć.
- Rozumiem. Po prostu jestem nowy w okolicy, a mieszkam sam, więc miło by było kogoś poznać. W razie czego mieć do kogo się zwrócić. – wbił w nią swój wzrok w oczekiwaniu na odpowiedź.
- No dobrze, niech będzie o dziewiątej, tutaj – odparła, bo zdała sobie sprawę, że może zbyt niemiło potraktowała nieznajomego, który zwyczajnie nie chce zostać zupełnie sam.
Za dziesięć dziewiąta Keira
dotarła pod dom Camila. Było zupełnie ciemno, więc wzięła latarkę, żeby oświetlić
sobie drogę.
- Buuuuuu! – usłyszała za sobą.
- Aaaaa! – dziewczyna aż krzyknęła, kiedy ktoś lekko popchnął ją od tyłu.
- Przestraszyłem cię – usłyszała za sobą łagodny głos Camila.
- Nie, nie przestraszyłeś – roześmiała się. „Może on wcale nie jest taki zły” – przemknęło jej przez myśl.
Razem poszli przez las w stronę pobliskiego jeziora. Tam usiedli przy brzegu, na trawie wilgotnej od wieczornej rosy. Przez chwilę tylko w ciszy obserwowali spokojną taflę wody i gwiazdy migające do nich z nieba.
- Tu jest tak pięknie – wyrwało się mężczyźnie.
- To miejsce zawsze daje mi do myślenia – odparła Keira.
- A nad czym teraz myślisz?
- Wiesz… Zastanawiam się jak to jest, że ludzie muszą na co dzień udawać, że muszą przybierać maski, by być kimś kim naprawdę nie są. Nie łatwiej byłoby żyć, gdyby każdy był sobą, gdybyśmy nie ukrywali tego, co czujemy?
- Jesteś wyjątkowo wrażliwa.
- A ty nie jesteś, Camil?
- Właśnie nie i to jest straszne. Czasem mam wrażenie, że w ogóle nic nie czuję. Dla mnie wydarzenie jest tylko wydarzeniem, nie przeżywam go tak mocno jak inni. Ludzie płaczą, śmieją się, a ja? Ja tylko stoję z boku i obserwuję ten świat, jakbym sam w nim nie żył.
- Chciałabym wiedzieć jak to jest…. – rozmarzyła się.
- Nie chciałabyś, uwierz. Wydawałoby ci się ciągle, że jesteś inna, dziwna, że nie pasujesz – odparł smutno.
- Ty jesteś… Jesteś naprawdę fajny – nie wiedziała co powiedzieć, a jakoś żadne inne słowo nie przychodziło jej teraz do głowy. – I nie dziwię ci się, że nie chciałeś być sam w tym wielkim domu, też bym nie chciała. Jestem raczej samotniczką, ale z drugiej strony potwornie boję się samotności. Tylko tutaj nie czuję się samotna – zatoczyła koło dłonią, wskazując las i jezioro. –Choć niby mam wielu przyjaciół, to zwykle cały czas zmagam się z moim najgorszym lękiem – samotnością.
- Buuuuuu! – usłyszała za sobą.
- Aaaaa! – dziewczyna aż krzyknęła, kiedy ktoś lekko popchnął ją od tyłu.
- Przestraszyłem cię – usłyszała za sobą łagodny głos Camila.
- Nie, nie przestraszyłeś – roześmiała się. „Może on wcale nie jest taki zły” – przemknęło jej przez myśl.
Razem poszli przez las w stronę pobliskiego jeziora. Tam usiedli przy brzegu, na trawie wilgotnej od wieczornej rosy. Przez chwilę tylko w ciszy obserwowali spokojną taflę wody i gwiazdy migające do nich z nieba.
- Tu jest tak pięknie – wyrwało się mężczyźnie.
- To miejsce zawsze daje mi do myślenia – odparła Keira.
- A nad czym teraz myślisz?
- Wiesz… Zastanawiam się jak to jest, że ludzie muszą na co dzień udawać, że muszą przybierać maski, by być kimś kim naprawdę nie są. Nie łatwiej byłoby żyć, gdyby każdy był sobą, gdybyśmy nie ukrywali tego, co czujemy?
- Jesteś wyjątkowo wrażliwa.
- A ty nie jesteś, Camil?
- Właśnie nie i to jest straszne. Czasem mam wrażenie, że w ogóle nic nie czuję. Dla mnie wydarzenie jest tylko wydarzeniem, nie przeżywam go tak mocno jak inni. Ludzie płaczą, śmieją się, a ja? Ja tylko stoję z boku i obserwuję ten świat, jakbym sam w nim nie żył.
- Chciałabym wiedzieć jak to jest…. – rozmarzyła się.
- Nie chciałabyś, uwierz. Wydawałoby ci się ciągle, że jesteś inna, dziwna, że nie pasujesz – odparł smutno.
- Ty jesteś… Jesteś naprawdę fajny – nie wiedziała co powiedzieć, a jakoś żadne inne słowo nie przychodziło jej teraz do głowy. – I nie dziwię ci się, że nie chciałeś być sam w tym wielkim domu, też bym nie chciała. Jestem raczej samotniczką, ale z drugiej strony potwornie boję się samotności. Tylko tutaj nie czuję się samotna – zatoczyła koło dłonią, wskazując las i jezioro. –Choć niby mam wielu przyjaciół, to zwykle cały czas zmagam się z moim najgorszym lękiem – samotnością.
Spojrzał na nią. Jej błękitne oczy wpatrywały się w ciemną pustkę przed nimi.
Kilka minut siedzieli bez ruchu, a jedynym co słyszeli był szum wiatru. Potem chłopak
wstał i oświadczył, że musi już iść. Poszedł, lecz za chwilę zawrócił, by rzec
jeszcze:
- Dziękuję za rozmowę. Już dawno nie chciało mi się płakać.
Dziewczyna patrzyła za nim zdziwiona. Zastanawiała się, czy to, co powiedział było komplementem czy raczej obelgą. Choć nie wiedziała dlaczego, te słowa zrobiły na niej ogromne wrażenie, szczególnie, że padły z ust kogoś, kto „nie ma uczuć”.
- Dziękuję za rozmowę. Już dawno nie chciało mi się płakać.
Dziewczyna patrzyła za nim zdziwiona. Zastanawiała się, czy to, co powiedział było komplementem czy raczej obelgą. Choć nie wiedziała dlaczego, te słowa zrobiły na niej ogromne wrażenie, szczególnie, że padły z ust kogoś, kto „nie ma uczuć”.
Inspirowane niezwykłą rozmową z niezwykłym człowiekiem :)