poniedziałek, 7 lipca 2014

Jak patrzeć na świat?


Obudziłam się, gdy tylko usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki „Stairway to heaven”. Kilkoma szybkimi ruchami ręki odnalazłam budzik i go wyłączyłam. Powoli się przeciągnęłam i odgarnęłam kołdrę. Usiadłam na krawędzi łóżka i w tym momencie do pokoju wszedł mój tata.
- Kochanie, jak się czujesz? Przyniosłem Ci bawełnianą bluzkę i twoje ulubione dżinsy.
- Dobrze, dziękuję – odpowiedziałam ziewając.
Tata podał mi ubrania, po czym szybko wyszedł z pokoju, lekko trzaskając drzwiami. Pewnie poszedł zająć się Kate, moją młodszą siostrą. Włączyłam cichą muzykę i włożyłam ubrania. Bluzka i spodnie pachniały lawendą. Tata uwielbiał zapachowe proszki do prania tak samo jak ja.

Po marnej próbie rozczesania włosów wyszłam z pokoju. W drodze na dół, na śniadanie, potknęłam się trzy razy. Schodząc po schodach czułam zapach jajecznicy ze szczypiorkiem i słyszałam gwizdanie czajnika. Kate krzyknęła do mnie:
- Evelin! Wreszcie zeszłaś. Zrobiłam Twoją ulubioną herbatę – to mówiąc posadziła mnie przy stole i podstawiła mi pod nos wywar pachnący pomarańczą z goździkiem.
Starałam się szybko zjeść swoją porcję, ale tata ciągle dopytywał się, czy nie boję się pierwszego dnia w nowej szkole. Rozmawiał ze mną o tym już chyba cztery razy, ale widocznie nie satysfakcjonowała go odpowiedź „Tak, nie martw się o mnie. Poradzę sobie”. Po posiłku Kate i ja wzięłyśmy swoje plecaki i wsiadłyśmy do auta, którym tata odwiózł nas do szkoły- moją siostrę do podstawówki, a mnie do liceum. Byłam już spóźniona, więc odprowadził mnie pod same drzwi klasy. Tam powiedział:
- Nie martw się skarbie. Może poznasz kogoś miłego, nie takiego jak te prostaki z poprzedniej szkoły.
- Yhym – przytaknęłam, a on stanowczo zapukał do drzwi.
Po głośnym „wejść” pociągnął za klamkę, a zawiasy okropnie zaskrzypiały. Wepchnął mnie do środka. Jakiś skrzekliwy głosik pisnął:
- A, no tak. Moi drodzy, to jest nasza nowa uczennica, Evelin Campbell, będziecie dla niej mili i będziecie się nią opiekować, zgadza się? Rozmawialiśmy o tym.
- Dobrze, pani Meets – odrzekł chór głosów.
Pani Meets zaprowadziła mnie na moje miejsce i kazała usiąść.
- Cześć, jestem Lizz – usłyszałam. – Ty naprawdę nic nie widzisz?
Znowu się zaczyna – pomyślałam, ale uprzejmie oświeciłam moją nową koleżankę, że nie, i że na tym właśnie polega bycie niewidomym.

Lekcja przebiegała spokojnie. Pani „piskliwy głosik” opowiadała o bitwach, które stoczył Alexander Wielki i o historii Macedonii. Nagle zadzwonił dzwonek. Usłyszałam szuranie krzeseł i radosne krzyki wokół siebie. Wszyscy widocznie pakowali rzeczy do plecaków i wybiegali z klasy. Ja siedziałam nieruchomo. Hałas stopniowo ustawał, aż zapadła głucha cisza. Przerwał ją łagodny, męski głos:
- Pomóc Ci się spakować?
- Tak – odpowiedziałam bez namysłu.
Ktoś wyjął mi z ręki zeszyt i długopis, a potem włożył je do mojego plecaka i podał mi go.
- Jestem Nick, miło mi Cię poznać – powiedział.
- O, dziękuję Nick, mi też jest miło. Nie sądziłam, że ktoś się mną przejmie – wypaliłam.
Chłopak złapał mnie za rękę i wyprowadził z sali. Jego zapach przypominał mi dom ,kiedy jeszcze mama żyła, to jak siadała przy kominku, brała mnie na kolana i czytała bajki. Zawsze używała różanych perfum. Z początku byłam spięta w rozmowie z chłopakiem, ale już po chwili luźno wymienialiśmy zdania o muzyce i ciekawych książkach. Opowiedziałam mu, że choć nie czytam, używam audiobooków, a on stwierdził, że to bardzo ciekawe. Pod koniec przerwy okazało się, że lubimy podobne lektury i słuchamy tych samych zespołów. Wymieniliśmy się nawet numerami telefonów. Kiedy weszliśmy do klasy, Nick spytał nauczycielkę, czy możemy usiąść koło siebie, a ona się zgodziła.

Przez cały dzień chłopak pomagał mi przemieszczać się po szkole i dotrzymywał towarzystwa. Kiedy wróciłam do domu i opowiedziałam tacie o wszystkim, bardzo się ucieszył. Kate nocowała dziś u koleżanki, więc wieczorem mogłam spokojnie oddać się rozmyśleniom o miłym chłopcu, który od razu mnie zauroczył. Przeszkodził mi dzwonek telefonu. Odebrałam i powiedziałam:
- Halo, kto mówi?
- Cześć Evelin, tu Nick.
Bardzo się ucieszyłam, że zadzwonił, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać.
- Ach, to ty, jak tam? – nie wiedziałam co powiedzieć.
- Okej. Wiesz… Evelin… Dzwonię, bo chcę… - zaczął dukać.
- Hm? – próbowałam go zachęcić.
- Wiem, że jest już późno, ale jakbyś chciała, moglibyśmy spotkać się w parku na Equmont Square.
- Chętnie, tylko moja siostra jest poza domem, a ja nie mam jak… - nie dokończyłam.
- Nie ma sprawy, przyjdę po ciebie.
Podałam mu adres i zbiegłam na dół, żeby oznajmić tacie, że wybieram się do parku. Ten bardzo ucieszył się, że idę gdzieś z „tym miłym chłopcem ze szkoły”. Ojciec pomagał mi się szykować, kiedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i poczułam łagodny zapach róży. Pożegnałam tatę i wyszłam z domu.

Park był pusty. Słychać było tylko śpiew ptaków i szum wiatru, rozsiewającego kwiatową woń. Usiedliśmy na miękkiej trawie, a on złapał mnie za rękę. Nic nie mówiliśmy, jakbyśmy rozumieli się bez słów. Wreszcie postanowiłam przerwać milczenie.
- Świat jest taki piękny – westchnęłam.
- Mówisz tak, bo go nie widzisz.
- Wcale nie. Widzę dużo więcej niż większość ludzi – odparłam.
- Nie rozumiem.
- Popatrz na mnie, Nick. Widzisz mój wygląd. Ja nie wiem jak wyglądasz, nie muszę tego wiedzieć, żeby cię lubić. Widzę to, co masz w środku – tu położyłam dłoń na swoim sercu. – Nie oceniam ludzi po wyglądzie. Widzę tylko to, co chcę zobaczyć. Kocham wolność. Widzę ją w zapachu kwiatów na polnej łące, w wietrze szumiącym nad nami, w ptakach swobodnie lecących donikąd i w moim sercu, które łączy się z całym tym pięknem świata w jedną całość.
Chłopak nie odpowiedział. Poczułam silniejszy zapach róży. Nagle jego dłoń, która chwilę temu trzymała moją, musnęła mój policzek, a potem przejechała po moich włosach. Wtedy poczułam jego usta. Dotykały moich. Kate wiele razy próbowała mi wytłumaczyć, co to jest pocałunek, ale dopiero teraz to zrozumiałam. Jedną ręką dotknęłam jego twarzy i przesunęłam nią wzdłuż jego policzka, po czym oddałam pocałunek. Przytuliłam delikatnie Nick’a, tak, jak robiła to mama. On zrobił to samo, ale jedną ręką. Dotknęłam jego drugiego ramienia. Wystawał z niego kikut, Nick nie miał prawej ręki.

Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak piękne jest to, że jestem pozbawiona wzroku, że nie oceniam ludzi po tym jak wyglądają. Nick powiedział, że od dziś, będzie patrzył na świat tak jak ja, oczami niewidomej, bo zrozumiał, że największe piękno skrywają nasze serca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz