Żył sobie pewien szczęśliwy
człowiek. Nigdy na nic nie narzekał, nie miał żadnych problemów, dobrze
zarabiał na swojej pracy, bo robił to co kochał. Spełniał swoje marzenia.
Dzielił się szczęściem z kochającą rodziną i oddanymi przyjaciółmi. Jego
pewność siebie rosła i rosła. Mężczyzna wyznaczał sobie coraz trudniejsze cele,
pragnął czerpać z życia jeszcze więcej radości. Lata mijały, a jego bajka wciąż
trwała. Inni mogli mu jedynie zazdrościć. Lecz do głowy tego człowieka zaczęła
napływać jedna, niepokojąca myśl – przemijanie. Przestraszył się. W końcu był
wiecznym optymistą, nigdy nie spotkało go nic przykrego. „Spokojnie, jeden
problem nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi” - pomyślał i zaczął
szukać wyjścia z sytuacji. Tak zamarzył o nieśmiertelności.
„Tak! To jest to!” – myślał. – „Wieczne
życie to przecież wieczne szczęście”.
Dowiedział się od przyjaciela, że naukowcy z instytutu w Californii wynaleźli eliksir nieśmiertelności. Wsiadł w samochód i czym prędzej tam pojechał. Wszedł do olbrzymiego budynku. Wszystkie ściany były oszklone, prócz jednej – tam ponoć znajdowały się sale eksperymentalne. Przy wejściu powitała go urocza sekretarka. Była zaskoczona, gdy powiedział jej czego szuka w instytucie. Zaprowadziła go do gabinetu, w którym siedziało trzech naukowców w białych fartuchach lekarskich.
- Dzień dobry – mężczyzna skinął głową.
- Witam pana, proszę usiąść – jeden z lekarzy wskazał gościowi krzesło.
- Co pana do nas sprowadza? – spytał drugi.
- Otóż… Dotarła do mnie nieoficjalna informacja, że ponoć panowie wynaleźli eliksir nieśmiertelności i tu pojawia się moje pytanie – Czy państwa wynalazek jest na sprzedaż?
Naukowcy spojrzeli po sobie.
- My… My jesteśmy dopiero w fazie testów – odrzekł jeden z nich.
- Hmm… - mężczyzna zmartwił się nieco. – A może mógłbym pomóc w eksperymencie?
- Chce pan być królikiem doświadczalnym? – spytał zdziwiony doktor.
- Czemu nie? – odparł bez zastanowienia.
- A więc zaczniemy od razu – zadecydował jegomość w białym fartuchu.
Dowiedział się od przyjaciela, że naukowcy z instytutu w Californii wynaleźli eliksir nieśmiertelności. Wsiadł w samochód i czym prędzej tam pojechał. Wszedł do olbrzymiego budynku. Wszystkie ściany były oszklone, prócz jednej – tam ponoć znajdowały się sale eksperymentalne. Przy wejściu powitała go urocza sekretarka. Była zaskoczona, gdy powiedział jej czego szuka w instytucie. Zaprowadziła go do gabinetu, w którym siedziało trzech naukowców w białych fartuchach lekarskich.
- Dzień dobry – mężczyzna skinął głową.
- Witam pana, proszę usiąść – jeden z lekarzy wskazał gościowi krzesło.
- Co pana do nas sprowadza? – spytał drugi.
- Otóż… Dotarła do mnie nieoficjalna informacja, że ponoć panowie wynaleźli eliksir nieśmiertelności i tu pojawia się moje pytanie – Czy państwa wynalazek jest na sprzedaż?
Naukowcy spojrzeli po sobie.
- My… My jesteśmy dopiero w fazie testów – odrzekł jeden z nich.
- Hmm… - mężczyzna zmartwił się nieco. – A może mógłbym pomóc w eksperymencie?
- Chce pan być królikiem doświadczalnym? – spytał zdziwiony doktor.
- Czemu nie? – odparł bez zastanowienia.
- A więc zaczniemy od razu – zadecydował jegomość w białym fartuchu.
Szczęśliwiec został
przeprowadzony do innego pomieszczenia. Ułożono go na łóżku i dokładnie
zbadano. Lekarze nie wykryli żadnych schorzeń.
- Proszę to podpisać – powiedział jeden z nich.
- Dobrze – odpowiedział mężczyzna biorąc plik kartek. – Czemu tego jest tak dużo? – spytał zdziwiony.
- Niedużo, jeśli pomyśleć o skali eksperymentu – naukowiec uśmiechnął się zza okularów.
Regulamin składał się z trzydziestu stron wypisanych małym druczkiem zasad i wskazówek, ale cóż… Człowiek nie miał już wyboru, więc przejrzał go i podpisał.
- Dziękuję – powiedział okularnik. – Zaraz przyniesiemy panu wywar.
Wrócił po kilku minutach niosąc kolbę wypełnioną fioletowo-niebieską cieczą.
- Do dna –powiedział wręczając pacjentowi płyn.
Mężczyzna poczuł zapach ananasa i zgniłej gruszki. Przez chwilę nieufnie przyglądał się naczyniu, a potem wziął głęboki łyk. Zamknął oczy i wypił całą zawartość kolby. Poczuł jak jego ręce odmawiają mu posłuszeństwa i usłyszał odgłos rozbijania szkła.
- Proszę to podpisać – powiedział jeden z nich.
- Dobrze – odpowiedział mężczyzna biorąc plik kartek. – Czemu tego jest tak dużo? – spytał zdziwiony.
- Niedużo, jeśli pomyśleć o skali eksperymentu – naukowiec uśmiechnął się zza okularów.
Regulamin składał się z trzydziestu stron wypisanych małym druczkiem zasad i wskazówek, ale cóż… Człowiek nie miał już wyboru, więc przejrzał go i podpisał.
- Dziękuję – powiedział okularnik. – Zaraz przyniesiemy panu wywar.
Wrócił po kilku minutach niosąc kolbę wypełnioną fioletowo-niebieską cieczą.
- Do dna –powiedział wręczając pacjentowi płyn.
Mężczyzna poczuł zapach ananasa i zgniłej gruszki. Przez chwilę nieufnie przyglądał się naczyniu, a potem wziął głęboki łyk. Zamknął oczy i wypił całą zawartość kolby. Poczuł jak jego ręce odmawiają mu posłuszeństwa i usłyszał odgłos rozbijania szkła.
Gdy się obudził, spojrzał na
podłogę, ale nie było na niej nawet śladu po kolbie. Rozejrzał się wokół
siebie. Nie zobaczył nic nadzwyczajnego, pokój wyglądał tak samo jak wcześniej.
Pacjent ostrożnie podniósł się z łóżka i podszedł do lustra, zawieszonego na
ścianie. Chciał zobaczyć, czy zmienił się jego wygląd, ale przedmiot nie ukazał
odbicia. Mężczyzna zdziwił się. Wyszedł z pokoju i udał się w stronę recepcji.
Po drodze nikogo nie spotkał, bo trwała nocna zmiana.
- Dzień dobry. Jestem Jason Keison, pacjent dr Henninga.
Kobieta nie odpowiedziała.
- Przepraszam, proszę pani – rzekł lekko poirytowany.
Recepcjonistka wciąż zdawała się nie słyszeć mężczyzny. Jason wychylił się, by zobaczyć czym jest tak zajęta, że go nie zauważa. Znieruchomiał. Kobieta pisała na klawiaturze komputera, ale nie to było dziwne. Pisała niewiarygodnie szybko. Jej palce ślizgały się po literkach dużo szybciej niż normalnie. Nagle Keison usłyszał za sobą jakiś zniekształcony, wysoki dźwięk. Obrócił się na pięcie i ujrzał dwóch lekarzy idących z jednego gabinetu do drugiego. Szli bardzo szybko a to, co mężczyzna usłyszał było widocznie przyspieszoną mową. Zrozumiał, że wywar nieśmiertelności zadziałał, ale nie tak, jak to było w planach.
- Dzień dobry. Jestem Jason Keison, pacjent dr Henninga.
Kobieta nie odpowiedziała.
- Przepraszam, proszę pani – rzekł lekko poirytowany.
Recepcjonistka wciąż zdawała się nie słyszeć mężczyzny. Jason wychylił się, by zobaczyć czym jest tak zajęta, że go nie zauważa. Znieruchomiał. Kobieta pisała na klawiaturze komputera, ale nie to było dziwne. Pisała niewiarygodnie szybko. Jej palce ślizgały się po literkach dużo szybciej niż normalnie. Nagle Keison usłyszał za sobą jakiś zniekształcony, wysoki dźwięk. Obrócił się na pięcie i ujrzał dwóch lekarzy idących z jednego gabinetu do drugiego. Szli bardzo szybko a to, co mężczyzna usłyszał było widocznie przyspieszoną mową. Zrozumiał, że wywar nieśmiertelności zadziałał, ale nie tak, jak to było w planach.
Człowiek wyszedł z instytutu i po
przejściu paru metrów znalazł się na ruchliwym skrzyżowaniu. Ludzie biegali z
zawrotną szybkością, samochody jeździły jak na wyścigach formuły 1, a reklamy
pojawiały się jedynie na ułamek sekundy, by zniknąć po następnym. Jason
zrozumiał, że jego życie nie będzie trwało dłużej, tylko jego czas został
spowolniony w stosunku do czasu innych, że jego życie zostało w pewien sposób
zatrzymane. Spojrzał na zegarek. Wskazówki obiegały tarczę w zawrotnym tempie. Postanowił
przekroczyć ulicę. Samochody przejeżdżały przez jego ciało, nie robiąc mu żadnej
krzywdy. Nim zdążył przejść na drugą stronę skrzyżowania, gdzie znajdował się
park, zapadła noc. Nieśmiertelny usiadł na ławce wśród drzew, obserwując ludzi.
Wszyscy biegli, pojazdy jeździły szybko, a zmieniające się i migające reklamy
nie dawały mu spokoju. Był jedyną osobą, która wcale się nie poruszała. Patrzył
na ten pędzący świat długimi godzinami, aż zdał sobie sprawę, że właściwie nic
się nie zmieniło. Ludzie śpieszą się tak samo jak kiedyś, tak samo jak zawsze.
Zauważył, że jedynym co uległo zmianie jest jego punkt widzenia. „Że też
wcześniej nie mogłem tego dostrzec, że też nie potrafiłem zatrzymać się, by
ujrzeć świat pędzący tak bez opamiętania do przodu i do przodu” – pomyślał,
zamknął oczy i zasnął, by już nigdy się nie obudzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz