niedziela, 19 października 2014

Sekret życia to być wiecznym poetą


Znalazłem dziennik. Był to zwykły wolumin, starannie oprawiony w czarną skórę. Otworzyłem go na pierwszej stronie i zacząłem czytać:

Chcę do Ciebie, nic więcej,
chcę usiąść i słuchać, być blisko.
Chcę do Ciebie, nic więcej,
to dużo i mało i wszystko.

Tylko tyle. Cztery linijki pisane kursywą. Bez podpisu, bez żadnej wiadomości do kogo ów dziennik mógł należeć. Przewróciłem kartkę. Strona była pusta, jak i wiele następnych. Zdziwiony począłem wertować pamiętnik, póki nie trafiłem na kolejny tekst:
I kochasz mnie, kochasz mocno tak, jak ja Ciebie, i nic tego nie zmieni, nic naszej miłości nie zniszczy.

Dalej były tylko ślady powyrywanych stron, potem jedna pomalowana na czarno, a na niej data: 19.05.1969. Następny tekst, który znalazłem, głosił:

Nie widziałam Cię już od miesiąca. I nic. Jestem może bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca. Lecz widać można żyć bez powietrza.

Wiele w tym dzienniku było wierszy, pisanych jakby przez dziewczynę do ukochanego, ale jeden wprawił mnie w osłupienie:

Mija setny dzień, a ja tonę we własnej nicości.  Kolejny miesiąc, a ja myśleć o Tobie nie przestaję. Wciąż łudzę się, że zapomnienie nie potrwa długo, że prawdziwej miłości nie da się zapomnieć. Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto Cię kocha. To daję Ci setkę powodów, aby żyć. Ja ich nie mam. Ja Cię nie mam, bo Ty o mnie już nie pamiętasz.
Lecz pamiętać muszę, by zamiast historykiem, wiecznym poetą uczynić mą duszę:
„Człowiek jest: dla przeszłości – historykiem, dla przyszłości - poetą,
dla teraźniejszości – komediantem”

I olśniło mnie. Zerwałem się na równe nogi. Popędziłem na dół, dudniąc po drewnianych schodach. Krzyknąłem do lokaja „Zawieź mnie do niej”, a on tylko spojrzał na mnie, uśmiechnął się i zabrał kluczyki do samochodu. W aucie przypomniało mi się jeszcze więcej – nasze wspólne wyjazdy nad jezioro, jej uśmiech, gdy zerwałem dla niej kilka polnych kwiatów, pocieszanie jej, gdy umarła jej matka, to jak otulałem ją ramieniem i ścierałem łzy z policzków, tęsknotę, gdy wyjechała na tydzień do Francji i te najpiękniejsze wieczory, które spędzaliśmy wtuleni w siebie na polnej łące, przysłuchując się szumowi drzew, delikatnie kołysanych przez wiatr. Wszystkie te wspomnienia spadły na mnie tak gwałtownie…

Dojechaliśmy do pięknego, drewnianego domu, jej domu. Zastukałem do drzwi. Po chwili otworzyły się, a tam… Tam stała ona – piękna jak zawsze, w błękitnej sukni, z włosami spiętymi w niedbały warkocz. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, objąłem ją i szepnąłem do ucha „Pamiętam”. Jej zielone oczy wypełniły łzy. Czekała na mnie. Czekała od 45 lat.

Wytłumaczyła mi potem wszystko. Byliśmy młodzi. Mieliśmy po 19 lat. Poznaliśmy się wiosną 1969 roku i od razu zakochaliśmy się w sobie. Spędzaliśmy razem każdą chwilę, byliśmy wręcz nierozłączni. Ale nagle objawiła się u mnie choroba. Lekarze stwierdzili amnezję dysocjacyjną całościową. Uznali, że prawdopodobieństwo tego, że sobie coś przypomnę jest niewielkie, wynosi tylko 5 %. Ale ona się nie poddała, była silna, nie utraciła nadziei. Żyła przyszłością, była pewna, że kiedyś wszystko sobie przypomnę… i nie myliła się.

Niedawno wzięliśmy ślub, po 45 latach. Byłem najszczęśliwszy na świecie, że mogę być przy niej, a ona patrząc na mnie z niedowierzaniem, uśmiechała się tym swoim pięknym, szerokim uśmiechem i powiem Wam, że była dla mnie tą jedyną i najpiękniejszą. Zamiast zmarszczek, widziałem dołeczki w jej policzkach, oczy nie były zmrużone, lecz otwarte i wiecznie we mnie wpatrzone, a głos jej, choć załamywał się lekko, mówił do mnie wierszami, jak dawniej, bo przecież… była moją poetką.



Inspirowane słowami Poliviosa Dimitrakopulosa
„Człowiek jest: dla przeszłości – historykiem, dla przyszłości - poetą,
dla teraźniejszości – komediantem”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz