Znalazłem dziennik. Był to zwykły
wolumin, starannie oprawiony w czarną skórę. Otworzyłem go na pierwszej stronie
i zacząłem czytać:
Chcę do Ciebie, nic
więcej,
chcę usiąść i słuchać, być blisko.
Chcę do Ciebie, nic więcej,
to dużo i mało i wszystko.
chcę usiąść i słuchać, być blisko.
Chcę do Ciebie, nic więcej,
to dużo i mało i wszystko.
Tylko tyle. Cztery linijki pisane
kursywą. Bez podpisu, bez żadnej wiadomości do kogo ów dziennik mógł należeć.
Przewróciłem kartkę. Strona była pusta, jak i wiele następnych. Zdziwiony
począłem wertować pamiętnik, póki nie trafiłem na kolejny tekst:
I kochasz mnie,
kochasz mocno tak, jak ja Ciebie, i nic tego nie zmieni, nic naszej miłości nie
zniszczy.
Dalej były tylko ślady
powyrywanych stron, potem jedna pomalowana na czarno, a na niej data: 19.05.1969. Następny tekst, który
znalazłem, głosił:
Nie widziałam Cię już
od miesiąca. I nic. Jestem może bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej
milcząca. Lecz widać można żyć bez powietrza.
Wiele w tym dzienniku było
wierszy, pisanych jakby przez dziewczynę do ukochanego, ale jeden wprawił mnie
w osłupienie:
Mija setny dzień, a ja
tonę we własnej nicości. Kolejny
miesiąc, a ja myśleć o Tobie nie przestaję. Wciąż łudzę się, że zapomnienie nie
potrwa długo, że prawdziwej miłości nie da się zapomnieć. Zupełnie inaczej
jest, jeżeli masz kogoś, kto Cię kocha. To daję Ci setkę powodów, aby żyć. Ja
ich nie mam. Ja Cię nie mam, bo Ty o mnie już nie pamiętasz.
Lecz pamiętać muszę, by zamiast historykiem, wiecznym poetą uczynić mą duszę:
„Człowiek jest: dla przeszłości – historykiem, dla przyszłości - poetą,
dla teraźniejszości – komediantem”
Lecz pamiętać muszę, by zamiast historykiem, wiecznym poetą uczynić mą duszę:
„Człowiek jest: dla przeszłości – historykiem, dla przyszłości - poetą,
dla teraźniejszości – komediantem”
I olśniło mnie. Zerwałem się na
równe nogi. Popędziłem na dół, dudniąc po drewnianych schodach. Krzyknąłem do
lokaja „Zawieź mnie do niej”, a on tylko spojrzał na mnie, uśmiechnął się i
zabrał kluczyki do samochodu. W aucie przypomniało mi się jeszcze więcej – nasze
wspólne wyjazdy nad jezioro, jej uśmiech, gdy zerwałem dla niej kilka polnych
kwiatów, pocieszanie jej, gdy umarła jej matka, to jak otulałem ją ramieniem i
ścierałem łzy z policzków, tęsknotę, gdy wyjechała na tydzień do Francji i te
najpiękniejsze wieczory, które spędzaliśmy wtuleni w siebie na polnej łące, przysłuchując
się szumowi drzew, delikatnie kołysanych przez wiatr. Wszystkie te wspomnienia
spadły na mnie tak gwałtownie…
Dojechaliśmy do pięknego,
drewnianego domu, jej domu. Zastukałem do drzwi. Po chwili otworzyły się, a
tam… Tam stała ona – piękna jak zawsze, w błękitnej sukni, z włosami spiętymi w
niedbały warkocz. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, objąłem ją i szepnąłem do
ucha „Pamiętam”. Jej zielone oczy wypełniły łzy. Czekała na mnie. Czekała od 45
lat.
Wytłumaczyła mi potem wszystko.
Byliśmy młodzi. Mieliśmy po 19 lat. Poznaliśmy się wiosną 1969 roku i od razu
zakochaliśmy się w sobie. Spędzaliśmy razem każdą chwilę, byliśmy wręcz
nierozłączni. Ale nagle objawiła się u mnie choroba. Lekarze stwierdzili
amnezję dysocjacyjną całościową. Uznali, że prawdopodobieństwo tego, że sobie coś
przypomnę jest niewielkie, wynosi tylko 5 %. Ale ona się nie poddała, była
silna, nie utraciła nadziei. Żyła przyszłością, była pewna, że kiedyś wszystko
sobie przypomnę… i nie myliła się.
Niedawno wzięliśmy ślub, po 45
latach. Byłem najszczęśliwszy na świecie, że mogę być przy niej, a ona patrząc
na mnie z niedowierzaniem, uśmiechała się tym swoim pięknym, szerokim uśmiechem
i powiem Wam, że była dla mnie tą jedyną i najpiękniejszą. Zamiast zmarszczek,
widziałem dołeczki w jej policzkach, oczy nie były zmrużone, lecz otwarte i
wiecznie we mnie wpatrzone, a głos jej, choć załamywał się lekko, mówił do mnie
wierszami, jak dawniej, bo przecież… była moją poetką.
Inspirowane
słowami Poliviosa Dimitrakopulosa
„Człowiek jest: dla przeszłości – historykiem, dla przyszłości - poetą,
dla teraźniejszości – komediantem”
„Człowiek jest: dla przeszłości – historykiem, dla przyszłości - poetą,
dla teraźniejszości – komediantem”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz